Grecki chleb na zakwasie

Do tej pory testowałam kilka przepisów na chleb na zakwasie, ale ten jednogłośnie wygrywa. Naprawdę jest świetny i godny polecenia. Znaleziony na Moich Wypiekach, jedyna moja modyfikacja to zaczyn. Robiony już kilkakrotnie, zawsze wychodzi (choć za każdym razem jest też troszkę inny).

POTRZEBUJEMY:

Do zaczynu:

  • 40 g zakwasu (ja używam żytniego)
  • 90 g mąki pszennej chlebowej*
  • 40 g wody

Do ciasta chlebowego:

  • Wykonany wcześniej zaczyn
  • 440 g mąki pszennej
  • 300 g wody
  • Łyżka soli (lub więcej, my robimy wersję dla dzieci)
  • Łyżka cukru
  • 1 łyżka oliwy

Przygotowanie chleba należy rozpocząć dzień wcześniej. Rano wyciągamy z lodówki zakwas, czekamy aż ociepli się do temp. pokojowej, dokarmiamy i czekamy do wieczora. Wieczorem przygotowujemy zaczyn (mieszamy zakwas, mąkę i wodę, przykrywamy naczynie ściereczką i odstawiamy na noc do wyrośnięcia).

Kolejnego dnia rano mieszamy mąkę z wodą, odstawiamy na 20 minut, następnie dodajemy zaczyn z resztą składników i wyrabiamy aż ciasto będzie gładkie i lśniące (10 min. ręcznie, u mnie w robocie wystarczą 3 minuty). Ciasto wkładamy do miski (oprószonej mąką lub posmarowanej oliwą), przykrywamy grubą ściereczką (żeby nie wyschło) i zostawiamy do wyrastania (min. 3 godziny). Gdy w domu jest ciepło ciasto będzie szybciej pracować. Po tym czasie dwukrotnie składamy bochenek (spłaszczamy ciasto i wszystkie boki zbieramy do środka jakbyśmy chcieli złożyć go w sakiewkę), przekładamy ciasto do okrągłej formy wysmarowanej oliwą/olejem (można też wysypać dno otrębami), przykrywamy szczelnie i pozostawiamy na 4-5 godzin do wyrośnięcia (to też zależy od ciepła, wilgotności – w zimie musiałam czekać dużo dłużej niż teraz). Mój patent na wyrastanie bochenka chleba to przykrycie go dużą miską/garnkiem. Ciasto rośnie do woli, nie przykleja się do ścierki/ folii, nie ma dostępu światła, nie wysycha.

Po wyrośnięciu pieczemy 35-40 minut w 200 stopniach. Wyjmujemy z formy i studzimy na kratce żeby nie zawilgł.

Najlepiej smakuje z samym masłem! 🙂

*Mąka chlebowa to typ 750, z doświadczenia wiem, że ciężko dostać ją w sklepach – ja zamawiałam przez internet. Jednak łatwo można kupić mąkę typu 650, jest to tzw. mąka bułkowa i na niej też próbowałam robić ten chlebek – wychodzi!

LODY MANGO, które mieszczą się w zamrażarce

Będzie przydługi (za długi) wstęp, przepraszam.

Zakochałam się nie na żarty. Miłość od pierwszego wejrzenia. Prawie tak jak w Mężu.

Kiedyś tam jadłam mango… może w ciepłych krajach, a może w Krakowie. A że moją miłością od zeszłego ciążowego lata są LODY, zatem jak tylko nastały ciepłe dni wyruszyłam z Basią na „lodding”. Czyli zwiedzanie różnych krakowskich lodziarni i testowanie różnych smaków. Jedynym naszym ograniczeniem są schody, których wózek Basi ani Mama siłaczka nie pokona. Zatem wybieramy lodziarnie „na poziomie 0” 🙂 I tym sposobem trafiłyśmy w pewne miejsce gdzie utworzyła się całkiem zgrabna kolejka. Stwierdziłyśmy – próbujemy! Najmniej było lodów bakaliowych i mango. Albo takie dobre, albo zostają z poprzednich dni. No nic, spróbujemy. Dodam, że nie przepadam za lodami owocowymi. Wolę własnie orzechowe, bakaliowe, czekoladowe, itd. No ale to mango… jakoś skusiło mnie. Hmm, czy ja w ogóle lubiłam mango? Haha, czy ja w ogóle lubię sorbety???

No i się zakochałam. Nie wiem co oni dodali do tych lodów ale były PRZEGENIALNE. Nie za słodkie, nie za kwaśne, kremowe, gęste, bez kryształków lodu. Pomyślałam – mają super maszynę do lodów. Kiedyś też sobie taką kupię. Razem z podziemnym schowkiem na przetwory, wielką zamrażarką, maszyną do chleba, sokowirówką i dużym odkrytym basenem z podgrzewaną wodą. Obecnie Mąż nie pozwala, bo mówi, że niby mamy za małe mieszkanie.

<już kończę>

Napisałam więc do Julity, która ma małą cudowną Alę i pochwaliłam się pyszną zdobyczą. A ona na to, że to genialne lody i może mi takie zrobić w piątek jak je odwiedzimy. WOW! I zrobiła. Skład tych lodów to dokładnie 100% dojrzałego mango.  Żeby cały ten wywód miał sens dodam, że lody Julity smakowały identycznie jak lody z tej lodziarni. Julita zrobiła je używając wyciskarki do owoców, ale jako, że nie każdy ją posiada u mnie sprawdziła się również wersja z użyciem blendera. Zatem:

POTRZEBUJEMY:

  • 1 dojrzałe miękkie mango
  • Zamrażarka
  • Blender

AKCJA!

Obieramy mango ze skórki, następnie obkrajamy miąższ wokół pestki. Nieduże kawałki w pojemniku/woreczku wkładamy na parę godzin do lodówki. Gdy chcemy zjeść lody, wyjmujemy zmrożone mango, dokładnie blendujemy, przekładamy do miseczek i gotowe!

Dziękuję za uwagę! <3

Pesto pietruszkowe

Ostatnio zakochaliśmy się w różnych smarowidłach na chlebek. Robimy pasty, pesta, masła. Powolutku będę się starała nimi dzielić i nadrabiać moje nieskończone zaległości na blogu.

Na usprawiedliwienie mam jedynie to, że nasz mały kochany Człowieczek raczkuje i naprawdę ale to NAPRAWDĘ nie da się w domu za wiele zrobić, a co dopiero myśleć o chwili przy komputerze. Zatem korzystam z tej godzinki porannej drzemki i działam!

Dziś będzie pesto pietruszkowe, zdrowe, pełne witaminy C no i oczywiście naprawdę pyszne!

POTRZEBUJEMY:

  • Duży pęczek pietruszki (lub dwa mniejsze), opcjonalnie parę listków świeżej bazylii (polecam!!)
  • Ząbek czosnku
  • 4 łyżki oliwy, ewentualnie oleju rzepakowego
  • 3-4 łyżki startego drobniutko parmezanu (lub innego twardego intensywnego w smaku sera)
  • 4 łyżki pestek z dyni/słonecznika – a najlepiej wymieszać oba
  • 1/4 łyżeczki cukru
  • Łyżka soku z cytryny
  • Sól, pieprz do smaku

AKCJA!

Wszystkie składniki oprócz parmezanu wrzucamy do blendera i miksujemy na papkę, im drobniej tym lepiej. Przekładamy do miski, dodajemy ser, mieszamy łyżką do połączenia. Jeśli jest zbyt suche dodajemy więcej oliwy. Solimy do smaku (polecam zrobić to na końcu bo w zależności od intensywności sera może nie być konieczne dosalanie).

A teraz należy wyjąć kromkę domowego chleba na zakwasie, posmarować i zjeść ze smakiem! 😉

Biała pizza serowa

Ostatnio mniej jemy mięsa zatem eksperymentujemy z różnymi nie-mięsnymi potrawami. Jako, że od tygodnia zalegały mi w lodówce drożdże to wykorzystałam je na różne wypieki. Wczoraj była więc PIZZA, w której tradycyjny sos pomidorowy zastąpiliśmy sosem serowym. I wyszło pyszne urozmaicenie 🙂 Stwierdziłam, że przepis na cienkie ciasto wezmę STĄD – i to był świetny wybór!

POTRZEBUJEMY:

Ciasto:

  • 250 g mąki pszennej
  • 150 ml ciepłej wody
  • 20 g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka soli
  • Pół łyżeczki cukru
  • 1 łyżka oliwy z oliwek

Sos:

  • 120-150 ml śmietany kremówki (30%)
  • Pół szklanki startego parmezanu/gran padano lub czarnej perły (polski zamiennik parmezanu, tańszy, trochę mniej intensywny)
  • Sól, pieprz, zioła prowansji, bazylia – do smaku
  • 2 ząbki czosnku, wyciśnięte praską

Dodatkowo:

  • 20 dag sera żółtego (może być cheddar lub mozzarella) – startego na drobnych oczkach

AKCJA!

Z drożdży robimy rozczyn (woda + drożdże + cukier + łyżka mąki) – wszystko mieszamy do rozpuszczenia, przykrywamy ściereczką i czekamy aż się „spienią”. Następnie wszystkie składniki łącznie z rozczynem wyrabiamy (ręcznie lub w robocie). Formujemy kulkę, wkładamy do miski opruszonej mąką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 1 h – 1,5 h. Jeśli macie zimno w mieszkaniu to proponuję nagrzać delikatnie piekarnik (50 st.), uchylić drzwiczki i położyć miskę obok piekarnika – przyspieszy to proces wyrastania.

W między czasie przygotowujemy wszystkie składniki – w naszym przypadku siekamy cebulę, podsmażamy na oliwie, dodajemy posiekane w plasterki pieczarki (ja miałam 7 średnich pieczarek), dodajemy łyżkę masła, solimy do smaku, dusimy i odparowujemy wodę. Kroimy resztę składników, które chcemy dodać do pizzy (u mnie akurat były w lodówce pomidorki koktajlowe i oliwki).

Łączymy wszystkie składniki na sos serowy, mieszamy. Jeśli sos będzie za rzadki, dodajemy więcej sera żółtego – startego, który mamy przygotowany do posypania pizzy.

Piekarnik nagrzewamy do 230-250 st.

Wyrośnięte ciasto uderzamy pięścią, rozwałkowujemy na cienki prostokąt, przekładamy na brytfankę wyłożoną papierem do pieczenia. Na surowe ciasto wykładamy sos serowy, następnie podsmażoną cebulę i pieczarki oraz resztę składników (bez sera na wierzchu).

Pieczemy 13-15 min. w zależności od mocy piekarnika. Po 13-tu minutach otwieramy piekarnik, sprawdzamy czy pizza jest dopieczona, posypujemy pozostałym serem żółtym i trzymamy jeszcze 2 min w zamkniętym piekarniku zmniejszając temp. do 180 stopni.

SMACZNEGO 🙂

 

 

Lasagne mięsna z brokułami

 

Witajcie! Ostatnio sporo chorujemy, a co za tym idzie siedzimy w domu, więc próbujemy dobrze to wykorzystać i duuużo czasu spędzamy w kuchni. Tzn. Basia raczej udziela się w swojej podłogowej „bajlandii”, ale wspiera mnie wokalnie i zdecydowanie motywuje do działania krzycząc MAMAMAMAMAMAMAMAMAMAMAMAMA…!!!

Zatem dziś podzielę się z Wami moją autorską, wiele razy testowaną lasagne.

POTRZEBUJEMY:

  • 9 płatów makaronu do lasagne
  • 50-60 dag mięsa mielonego (u nas wołowo-wieprzowe)
  • Puszka pomidorów krojonych
  • Duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • Sól, pieprz, zioła prowansjii
  • Brokuł
  • Sos beszamelowy (2 łyżki masła, 2-3 łyżki mąki, mleko, sól, pieprz)
  • 15-20 dag startego drobno sera żółtego (dowolny, my preferujemy cheddara lub goudę)

AKCJA!

Cebulę i 1 ząbek czosnku siekamy i smażymy na złoty kolor na patelni. Dodajemy mięso, doprawiamy do smaku i smażymy razem jakieś 20-30 min. Gdy mięso nie jest już dobrze przesmażone dodajemy pomidory z puszki, przykrywamy pokrywką i dusimy jeszcze 15 min. Na koniec praską wyciskamy drugi ząbek czosnku i tylko mieszamy do połączenia (bez obróbki termicznej). Próbujemy i doprawiamy do smaku. W między czasie myjemy brokuła, dzielimy na drobne różyczki i podgotowujemy (zużyjemy jakieś pół brokuła, chyba, że ktoś lubi więcej.

Wszystkie płaty makaronu należy podgotować by zmiękły do stanu „al dente”, ja to robię na patelni. Warto dodać odrobinę oleju i ugotowane nie kłaść na sobie bo się posklejają.

Przygotowujemy sos beszamelowy. Niestety ja robię go zawsze na oko, czyli rozpuszczam masło w garnuszku, dodaję mąki by powstała gęsta pasta, solę, pieprzę i dolewam mleka – mieszam na minimalnym ogniu i w zależności od stopnia gęstnienia dolewam mleka. Chodzi o to, żeby sos nie był ani zbyt płynny ani za gęsty. Czasem zostawiam go bardziej płynnym, bo po polaniu lasagne zgęstnieje podczas zapiekania.

Ostatni etap to wysmarowanie naczynia żaroodpornego masłem i wyłożenie go warstwami lasagne. Czyli na początek 3 płaty makaronu układamy tak, by pokryły dno naczynia (jeśli macie większe naczynie to potrzeba będzie więcej makaronu), na makaron nakładamy połowę mięsa i wciskamy do niego dowolną ilość brokułowych różyczek, polewam 1/3 sosu beszamelowego i posypujemy 1/3 startego sera. Przykrywamy 3 płatami makaronu i powtarzamy czynność (mięsko, brokuły, sos beszamelowy, ser). Na koniec przykrywamy całość 3 ostatnimi płatami makaronu, polewamy resztą sosu beszamelowego i posypujemy serem. Na wierzch można jeszcze dodać parę szczypt ziół prowansji lub suszonej pietruszki – co kto lubi.

Naczynie przykrywamy pokrywką i zapiekamy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 30 minut.

SMACZNEGO! 🙂

Sernik z serków homo pod czekoladową kruszonką

O tak, to jest właśnie ten smak, który przywołuje dzieciństwo. Sernik z serków homo to było ciasto popisowe mojej mamy na Święta. Później na długo o nim zapomnieliśmy aż znów poprosiłam Mamę by je upiekła, ale smak już jakoś się zmienił, to nie był ten sam sernik, a może po prostu moje smaki się zmieniły. Więc w poszukiwaniu „TEGO SMAKU” powstał ten sernik. Bazowałam na przepisie znalezionym TUTAJ.

POTRZEBA NAM:

Kruszonka:

  • 2 szklanki mąki
  • 3/4 kostki masła (150 g)
  • 1/2 szklanki cukru
  • 2-3 łyżeczki kakao (ja lubię bardziej kakaowe)
  • 2 żółtka

Masa serowa:

  • 600 g serka homogenizowanego naturalnego (ja użyłam 4 x 150 g, są też 200 gramowe opakowania)
  • 1/2 kostki masła (100g)
  • 1 budyń waniliowy/śmietankowy bez cukru
  • 1/2 szklanki cukru (można dodać częściowo domowego cukru z wanilią)
  • 2 białka

Dodatkowo:

  • Pasujące owoce – polecam brzoskwinie z puszki.

AKCJA:

Najpierw przygotowujemy kruszonkę. Roztapiamy masło, lekko studzimy. Mąkę przesiewamy, łączymy z cukrem, kakaem. Dodajemy żółtka i roztopione masło i wyrabiamy do utrzymania jednolitej sypkiej kruszonki. Nie ugniatamy w celu uzyskania zbitego ciasta, zależy nam na tym, by było w miarę sypkie.  Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni. Połowę ciasta wysypujemy na wyłożoną papierem do pieczenia formę (u mnie o średnicy 24 cm), wygniatamy ciastem dno brytfanki i podpiekamy przez 10-15 min.

W tym czasie przygotowujemy masę serową. Roztapiamy masło i studzimy. Miksujemy do połączenia serki homo z cukrem, budyniem i wystudzonym masłem. Osobno ubijamy białka na sztywną błyszczącą pianę i delikatnie łączymy ją z masą serową (mieszam szpatułką lub silikonową łyżką). Uważajmy by białka nie upadły. Masę serową wykładamy na podpieczony spód, na wierzchu układamy pokrojone w kostkę brzoskwinie. Całość posypujemy pozostałą kruszonką.

Pieczemy przez 40-45 min. w temperaturze 180 stopni.

SMACZNEGO! 🙂

 

Pasta Jajeczna, z babskiego wieczorku u Ani

Zaczęło się od tego, że jak byłam już na ostatnich „Basiowych” nogach  zachciało mi się babskiego wieczoru więc odwiedziłam wraz z Kasią Ż. Anię H. Tak się jakoś potoczyło, że na kolację przyplątał się mój Mąż, no i mogłoby się wydawać, że już po babskim wieczorze. Trochę racja, bo od dziewczyn nie dało się za bardzo powyciągać już sercowych nowinek, ale za to przeanalizowaliśmy we czwórkę wszystkie etapy porodu, łącznie z przygotowaniem, symptomami i rekonwalescencją poporodową. Kasia studiująca medycynę wprost rozpływała się z zachwytu nad wiedzą przyszłego Tatusia 🙂

Ale do czego zmierzam.

Na kolację zrobiłyśmy m.in. PASTĘ JAJECZNĄ. Taką, jaką miała w zwyczaju robić Babcia Ani. Zakochałam się w tej paście i zaczęłam eksperymentować. I oto ona, banalnie prosta, a przepyszna:

POTRZEBUJEMY:

  • 4 jajka ugotowane na twardo
  • 2 łyżki majonezu (lub więcej jeśli ktoś lubi „bardziej majonezowe”)
  • Kopiasta łyżka gęstego jogurtu/śmietany
  • 10 dag startego na drobnych oczkach sera żółtego o intensywnym smaku (np. cheddar)
  • Sól, pieprz do smaku
  • Szczypiorek (pół pęczka) lub w razie braku mała cebula

AKCJA!

Jajka kroimy w drobną kosteczkę, mieszamy ze startym serem. W osobnym kubku mieszamy majonez, jogurt i przyprawy, następnie powstały sos wylewamy na jajka z serem. Dodajemy posiekany szczypiorek/cebulkę i mieszamy do połączenia wszystkich składników.

Najlepiej smakuje ze świeżą chrupiącą bułeczką!

Chleb wieloziarnisty, niezawodny

Znów w temacie wypieków śniadaniowych… tym razem CHLEB! Przepis znaleziony na blogu Moje Wypieki, zmodyfikowany by powstał z niego jeden solidny bochenek chleba 🙂 W mojej wersji więcej ziaren, taki nam bardzo smakuje! Gdy nie mam pewnych ziaren to po prostu dodaję więcej innych. Zadziwiające jest to, że ten chleb za każdym razem wychodzi troszkę inny, jednak niezmiennie dłuuugo pozostaje świeży, a jego skórka chrupiąca.

POTRZEBUJEMY:

  • 1/2 kg mąki krupczatki
  • 1 płaska łyżka soli
  • 1 łyżka cukru
  • 1/2 szklanki otrębów pszennych/owsianych/żytnich
  • 5 łyżek siemienia lnianego
  • 5 łyżek słonecznika
  • 2 łyżki pestek dyni
  • 1 łyżka czarnuszki
  • 1/2 litra wody
  • 20 g świeżych drożdży

AKCJA!

Mąkę przesiewamy, dodajemy cukier, sól, otręby i ziarna. Na wierzch kruszymy drożdże. Mieszamy wszystko łyżką, zalewamy wodą, po czym mieszamy do połączenia. Odstawiamy na 20-30 min do wyrośnięcia. Następnie przez chwilę energicznie mieszamy łyżką, wykładamy do keksówki (u mnie wymiary ok. 11×22 cm – chleb jest wysoki) wysmarowanej tłuszczem i odstawiamy na 15 min. do ponownego wyrośnięcia. Po tym czasie wkładamy do nagrzanego do 200 stopni piekarnika i pieczemy 50-60 min. Po upieczeniu polecam wyjąć z formy i studzić na kratce, by skórka nie namokła i pozostała chrupiąca. Po wystudzeniu przechowują go z reguły w keksówce przykrytej ściereczką.

Smacznego!

Ciasteczka ze słonecznikiem i białą czekoladą, GENIALNE!

Nadrabiam, nadrabiam. Ciasteczka, na które przepis poszedł już w świat, bo kto nie przyjdzie i ich nie skosztuje ten totalnie się nimi zachwyca. Przepis podpatrzony na ukochanych Moich Wypiekach, zmodyfikowany odrobinę, po mojemu.

POTRZEBUJEMY:

  • 100 g masła, w temperaturze pokojowej
  • 30 g jasnego brązowego cukru (może być też zwykły biały)
  • 1 jajko, roztrzepane
  • 250 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 100 g (tabliczka) białej czekolady, posiekanej (lub pół na pół białej i gorzkiej czekolady)
  • 50 g  ziaren słonecznika
  • szczypta soli

AKCJA!

Masło i cukier utrzeć mikserem do otrzymania jasnej, puszystej masy. Dodać jajko, zmiksować. Dodać mąkę z solą, proszkiem do pieczenia i sodą oczyszczoną, zmiksować. Dodać posiekaną czekoladę i słonecznik, wymieszać/wyrobić ręką tak by słonecznik i czekolada równomiernie wypełniły masę.

Z masy formować kulki, kłaść je na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, mocno spłaszczać.

Piec w temperaturze 190ºC przez około 10 – 12 minut. Wystudzić na kratce.

SMACZNEGO!!

Chrupiące bułki śniadaniowe, najprostrze

Witajcie! Tak, bardzo dawno nie pochwaliłam się żadnym przepisem, co mój Mąż nazwie klasycznym lenistwem/brakiem zorganizowania albo po prostu całkowitym oddaniem się roli Mamusi, którą teraz jestem. Basia postanowiła zrobić nam psikus i wyskoczyła z brzucha 2 tygodnie wcześniej, a potem… potem minęło 5 minut i patrzę, że już mamy 10 marca 2017.

Nie myślcie, że nie piekę. Ooooj, piekę dużo. Od dnia wyjścia ze szpitala. Nic tak nie działa na początkującą zestresowaną Mamusię jak gorący piekarnik. Zatem postaram się systematycznie odtwarzać wszystko, co do tej pory wykombinowałam.

A dziś będą BUŁKI! W sam raz na jutrzejsze śniadanie.

Przepis podpatrzony tutaj: http://www.bistromama.pl/2013/01/domowe-buki-pszenne.html z tą różnicą, że zabrakło mi trochę składników, więc wyszła wersja „po mojemu”.

POTRZEBUJEMY:

  •  310 g mąki
  •  3/4 szklanki ciepłej wody
  • 20 g świeżych drożdży
  • 2 łyżki oliwy bądź oleju
  • Płaską łyżeczkę soli
  • 1/2 łyżeczki cukru

AKCJA!

Przygotowujemy rozczyn (jak do pizzy) –  w wodzie rozpuszczamy drożdże, dodajemy cukier, łyżkę mąki mieszamy i zostawiamy pod przykryciem aż drożdże się „napuszą”, urosną). W tym czasie przesiewamy mąkę, dodajemy sól. Następnie łączymy mąkę z rozczynem i wyrabiamy aż uzyskamy elastyczne ciasto. Odkładamy do oprószonej mąką miski, przykrywamy ściereczką i zostawiamy na 15-20 min.  do wyrośnięcia).

Po tym czasie wyrabiamy krótko ciasto i dzielimy na 4 części (lub 6-8 jeśli chcemy uzyskać mniejsze bułki). Wyrabiamy bułki, kładziemy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, smarujemy wodą, posypujemy mąką, robimy rozcięcie ostrym nożem i pozwalamy im rosnąć przez 15-30 min. Rozgrzewamy piekarnik do 190 stopni. Pieczemy 20-25 min. aż bułki będą złociste.

Polecam jeszcze na ciepło, z samym masłem! 🙂

Ciasto ucierane, najlepsze!

Popełniłam je już parę razy i jest naprawdę świetne. Nawet tata narzekający na wysoki cukier się skusił i potem podbierał kolejne kawałki. Pierwsze zniknęło już następnego dnia, a kolejne oszczędzaliśmy i okazało się, że trzeciego dnia wciąż było świeże, mięciutkie i po prostu PYSZNE! Inspirowałam się przepisem z MW (http://www.mojewypieki.com/post/letnie-ciasto-z-truskawkami-i-perlowym-cukrem), dokonałam swoich drobnych modyfikacji.

Testowałam już z truskawkami, śliwkami i wiśniami. Nam najbardziej smakowało z wiśniami ze względu na słodko-kwaśne połączenie.

POTRZEBA NAM:

  • 1,5 szklanki mąki
  • 1 budyń śmietankowy/waniliowy bez cukru lub 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 nieduże jajka
  • 100 g miękkiego masła
  • Pół szklanki jogurtu naturalnego lub greckiego lub gęstej śmietany 18%
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 0,5 szklanki cukru
  • 2 łyżki domowego cukru z wanilią + opcjonalnie łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 0,5 kg dowolnych owoców sezonowych, najlepiej kwaskowych (śliwki, wiśnie, truskawki, maliny, porzeczki, rabarbar, …)

Ważne by składniki „lodówkowe” wyjąć wcześniej by osiągnęły temperaturę pokojową. Inaczej grozi nam zakalec, choć u mnie jeszcze się na szczęście nie pojawił 🙂

AKCJA!

Mąkę z budyniem i proszkiem do pieczenia przesiewamy i odkładamy. Masło ubijamy z cukrami (2-3 min), powoli dodajemy po jednym jajku wciąż miksując aż osiągniemy jednolitą masę. Odstawiamy mikser. Następnie w 3 turach dodajemy na zmianę przesiane składniki i jogurt za każdym razem delikatnie łącząc składniki samą szpatułką/łopatką/łyżką. Składniki mają się tylko połączyć tak by nie było widocznej mąki i jogurtu. Następnie wykładamy do formy (22 – 26 cm średnicy), układamy na wierzchu ulubione owoce i pieczemy 40-45min w 180 stopniach. Po wystudzeniu można posypać cukrem pudrem jeśli ktoś lubi. My je jemy jeszcze na ciepło, wtedy jest najlepsze!

IMG_20160728_113141484       IMG_20160726_102022082

Naprawdę spróbujcie 🙂

Domowy Ketchup

Jestem w szale przetworów. Aż się dziwię, że mam na nie jeszcze siłę. Za nami już ogórki kiszone, dżemy wiśniowe, powidła śliwkowe, kompoty… I przyszedł czas na pierwszy w życiu domowy ketchup. Rzadszy niż ten sklepowy, nie tak „aksamitny” w konsystencji, bardziej przypominający sos pomidorowy, ale co najważniejsze ZDROWY i DOMOWY! Przepis dostałam od kuzynki Uli, lekko zmodyfikowałam. Szczególnie polecam bratu męża, znanemu w kręgach rodzinnych ketchupoholikowi 🙂

Składniki (na około 15 małych słoiczków po przecierach pomidorowych):

  • 4 kg mięsistych pomidorów
  • 1 kg cebuli
  • 0,5 kg śliwek
  • 0,5 kg kwaśnych jabłek
  • 1 szklanka octu winnego/jabłkowego
  • 4 ząbki czosnku
  • 3 łyżeczki soli
  • 3 łyżki cukru
  • Kilka ziaren pieprzu, ziela angielskiego i 2-3 liście laurowe
  • 1-2 łyżeczki ziół prowansalskich jeśli ktoś lubi

AKCJA!

Pomidory podgotowujemy w dużym garnku (możliwe, że trzeba będzie w dwóch turach) z dodatkiem paru łyżek wody, aż zmiękną. Cebulę siekamy i szklimy na patelni na oleju lub oliwie z oliwek. Śliwki łuskamy, z jabłek usuwamy gniazda nasienne, wrzucamy do gotujących się pomidorów. Na końcu dodajemy miękką cebulę, wyciśnięty na prasce czosnek i wszystko miksujemy blenderem do uzyskania papki. Następnie całość przecieramy przez sito by pozbyć się skórek i pestek. Gotowy przecier smażymy na małym gazie jak powidła aż do momentu gdy straci około 1/3 objętości lub gdy osiągniemy satysfakcjonującą dla nas gęstość. Doprawiamy do smaku jeśli czegoś nam jeszcze brakuje, przelewamy do słoiczków, pasteryzujemy.

Miłego ketchupowania! 🙂

Sernik bananowy z czereśniami na spodzie Oreo!

Pierwszy sernik musi być. W końcu od serników zaczynałam i uważam, że jest to najprostsze i najlepsze ciasto świata. Mam jednak z tymi sernikami spory problem, bo za każdym razem wychodzi inny (w zależności od zasobów lodówkowych), potem się okazuje, że całkiem znośny, a ja znów nie spisałam składników, proporcji! No to tym razem może się uda, bo ten akurat zapamiętał nawet Mąż, więc chyba jest godny uwagi. Oczywiście narzekał, że spód na sztucznych ciastkach ze sklepu, jeszcze tych słodkich, popularnych Oreo, no ale potem już tylko się oblizywał i zjadał trzeci kawałek 🙂

SKŁADNIKI (na małą tortownicę, do 20 cm średnicy):

Spód:

  • 90-100 g ciastek oreo
  • 2 pełne łyżki masła

Masa serowa:

  • 0,5 kg sera w kawałku (uwielbiamy z mężem okrągły Twarożek Babuni z Miechowa)
  • 100 ml śmietanki kremówki
  • 2 jajka
  • 1 banan
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej (skrobi)
  • 2 łyżki domowego cukru z wanilią + 2-3 łyżki zwykłego cukru (polecam zrobić domowy cukier z wanilią, ale jeśli nie posiadacie to zastąpcie go po prostu zwykłym cukrem)*
  • Łyżeczka ekstraktu z wanilii (opcjonalnie, jeśli ktoś ma)

* z cukrem mam ten problem, że zawsze daję go na oko. My lubimy go w zdecydowanie małych ilościach więc przed dodaniem jajek przetestujcie czy masa nie jest za mało słodka dla Was.

Wierzch:

  • Wypestkowane połówki czereśni (nie mam pojęcia ile ich trzeba, nie ważyłam, wrzuciłam co miałam w lodówce).

AKCJA!

Tortownicę wykładamy papierem do pieczenia. Masło rozpuszczamy, dodajemy do zmielonych ciasteczek, łączymy, wylepiamy spód tortownicy. Wkładamy do lodówki by trochę się schłodziło.

Wszystkie składniki na masę serową (oprócz jajek!) wkładamy do malaksera/robota/siekacza (czymkolwiek dysponujecie) i miksujemy aż do uzyskania jednolitej konsystencji bez grudek. Jeśli masa jest zbyt gęsta, nie chce się dobrze połączyć to wtedy dodaję trochę więcej śmietanki (to zależy głównie od sera jaki macie). Teraz można sprawdzić słodkość i ewentualnie dosypać cukru. Następnie dodajemy jajka i miksujemy krótko, tylko do połączenia. Gotową masę wylewamy na schłodzony spód. Na wierzch układamy połówki czereśni (rozcięciem do góry) i całość ląduje w piekarniku nagrzanym do 170 stopni na około 45-50 minut. Najlepiej jak po upieczeniu sernik dobrze się schłodzi ale u nas w domu nie jest to możliwe i z reguły jedynie połowa ląduje w lodówce na noc.

IMG_20160718_204320879

Polecam i pozdrawiam :))

Piszinger

Domowy, smakujący dzieciństwem, najlepszy pod słońcem PISZINGER! Na specjalne zamówienie kuzyna Dominika 🙂

Składniki:

  • Wafle do przełożenia masą
  • 1,5-2 szklanki mleka w proszku (dodając łyżka po łyżce będziemy monitorować gęstość jaką chcemy uzyskać)
  • 250 g masła lub margaryny
  • 7 łyżek wody
  • 3-4 łyżki ciemnego kakao (w zależności od tego jak bardzo kakaową masę chcecie uzyskać)
  • 3/4 szklanki cukru (lub mniej – wg mnie 0,5 szklanki wystarczy)

Masło rozpuszczamy z cukrem, wodą, dodajemy kakao, mieszamy do połączenia i odstawiamy do wystygnięcia. Ważne by uzyskać temperaturę pokojową. Następnie partiami dodajemy mleko w proszku przez cały czas miksując na małych obrotach do uzyskania jednolitej masy. Masa lubi się zważyć, więc ważna jest ta temperatura pokojowa i powolne łączenie składników. Odkąd zaczęłam łączyć mleko w proszku z resztą masy używając termomixu to już nie mam problemu ze zważaniem się masy. Masę porcjujemy by wystarczyła na posmarowanie wszystkich wafli, układamy je jeden na drugim i chłodzimy w lodówce pod obciążeniem.

Smacznego :)))

Pizza kombinowana

Idąc za ciosem będzie przepis. Mąż się przewróci z wrażenia. Dziś na obiad była  PIZZA. Kombinowana, bo taka najlepsza. Domowa, więc z dużą ilością składników, które udźwignąć musi niekoniecznie super cienkie ciasto. A więc do dzieła!

Składniki:

  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 0,5 szklanki semoliny lub kaszy manny
  • 15 g drożdży świeżych (trzeba zrobić rozczyn*) lub paczuszka (7-8 gram) suchych
  • 1 łyżeczka soli
  • 3/4 szklanki wody
  • 2 łyżki oliwy z oliwek

*Rozczyn – rozpuść drożdże w 1/4 szklanki lekko ciepłej wody, dodaj pół łyżeczki cukru i łyżeczkę mąki. Mieszaj do zniknięcia grudek, przykryj ściereczką i czekaj aż drożdże zaczną rosnąć, pienić się (uważaj bo lubią wypłynąć ze szklanki!). Rośnięcie drożdży trwa około 10-15 min.

AKCJA!

Przesiewamy mąkę, dodajemy semolinę, sól, wodę, oliwę oraz gotowy rozczyn i wyrabiamy (ręcznie bądź w robocie, w zależności od możliwości). Ciasto jest dosyć lepkie, można podsypać odrobiną mąki. Porcja idealna na dużą kwadratową brytfankę z piekarnika, którą wcześniej wyścielam papierem do pieczenia.

I teraz CIEKAWOSTKA! Robiłam test – raz ciasto rosło w misce godzinę, a innym razem nie rosło nawet minuty – i efekt po upieczeniu ten sam. Co więcej, jeśli chcesz trochę cieńsze ciasto i zależy Ci na czasie – nie ma sensu by leżakowało.

Na ciasto wykładamy SOS POMIDOROWY** i ulubione składniki*** (bez sera).  Mój piekarnik preferuje w tym przypadku 20 min w temperaturze 220 stopni. Po tym czasie otwieram go i posypuję  pizzę startym serem mozzarella, wyłączam piekarnik, zamykam i czekam 2-3 min. aż ser się stopi. Jeśli byśmy piekli pizzę od razu z serem to po 20 minutach byłby on twardy i zbrązowiały. Nie polecam 🙂

** Do sosu pomidorowego wykorzystuję puszkę pomidorów krojonych bez skórki – podgrzewam je w garnuszku co jakiś czas mieszając, aż wyparuje nadmiar wody i zrobi się gęsty sos. Solę i doprawiam do smaku ziołami prowansalskimi, bazylią, oregano, itd. Można wycisnąć ząbek czosnku. Wystudzić.

*** Moje ulubione składniki to: podsmażone z cebulką (2) pieczarki (8), salami (15 dag), papryka czerwona (połówka), ogórek kiszony (2), ser mozzarella (20 dag).

SMACZNEGO!! 🙂

New born

Nie sądziłam, że to kiedyś nastąpi, ale jednak.

Opory były ogromne, bo przecież i konkurencja ogromna, blogów tryliony, lepszych kucharek i kucharzy ode mnie biliony i tak dalej i tak dalej… Było tysiąc powodów żeby tego nie robić. Aż do momentu kiedy mąż postanowił zrobić żonie prezent urodzinowy. W postaci… bloga kulinarnego. I kazał pisać. Żona oczywiście nie słuchała, prośby o postach ignorowała – bo przecież się nie nadaje, bo konkurencja ogromna, blogów tryliony……… i tak wracamy do początku. A potem żona w ciążę zaszła. I już nastroje były różne, pracy dużo, zmęczenie częste, jak to więc mieć czas na pisanie. No więc postanowione zostało, że L4 będzie czasem idealnym na rozwój kulinarny. L4 nadeszło, wpisy jednak nie. Żona wykazywała wyjątkową odporność na bodźce płynące z perswazji i namawiań męża. Więc mąż przestał namawiać, zaś zaczął (chyba) cierpliwie czekać. No i nadszedł dzień kiedy żona nagle zaczęła robić zdjęcia tego, co powstawało w kuchennych zakamarkach – ot tak, na wszelki wypadek. Nawet zaczęła spisywać składniki swych kulinarnych tworów.

W efekcie, 21 lipca, 40 dni do planowanego przyjścia na świat Basi urodził się ten pierwszy powitalny post.

Pikantne, kolorowe wariacje czyli placuszki ziemniaczano-marchewkowe!

Potrzeba nam:

  • 4 ziemniaków
  • 4 marchewek (nie za dużych)
  • 1 duża cebula
  • 1 ząbek czosnku (mogą być i dwa dla czosnkowych smakoszy)
  • 1 jajko
  • 3 łyżki mąki pszennej (kukurydzianej/ziemniaczanej)
  • 6 kopiastych łyżek zmielonych na proszek płatków owsianych
  • pęczek natki pietruszki / opcjonalnie szczypiorek bądź koperek.
  • sól, pieprz, inne przyprawy wg. uznania (aby było jak najpikantniej)

Continue reading